Recenzja – Tudor Black Bay Fifty-Eight

Recenzja – Tudor Black Bay Fifty-Eight

Parę słów wstępu

Jeżeli tak jak ja szukaliście kiedyś godnej alternatywy dla Rolexa Submarinera, premiera z tegorocznych targów Baselworld ma szansę z powodzeniem zaspokoić ten apetyt. Przedstawiam Wam oto homage w pełnym tego słowa znaczeniu, którego noszenie na nadgarstku, zamiast mieszanych uczuć, przynosi autentyczną przyjemność.

 

Specyfikacja zegarka

Producent – TUDOR
Mechanizm – Tudor in-house MT5402, 27 Jewels, COSC
Rezerwa chodu ~70 godzin
Tarcza – Wypukła typu “Matte black gilt dial” z nakładanymi indeksami
Luma – Zielona SuperLuminova
Data –  Brak
Koperta – Stal nierdzewna 316L. Polerowana i satynowana.
Koronka –  Zakręcana, sygnowana Różą Tudorów
Szkło –  Wypukłe szafirowe
Bransoleta – 20mm zwężana do 16mm, zapięcie 18mm z trzema dziurkami mikroregulacji, ogniwa skręcane na śruby, w całości satynowane, po bokach ozdobione nitami.
Wodoodporność – 20ATM/200m
Wymiary – 39mm średnicy, 42mm z koronką, 11,9mm grubości, lug to lug 47mm

 

Historia modelu

Choć Black Bay Fifty-Eight oficjalnie powstał jako hołd dla Tudora Submarinera “Big Crown” ref. 7924 (“Fifty-Eight”, czyli “Pięćdziesiąt-Osiem” nawiązuje do roku z którego pochodzi ref. 7924), tak naprawdę cała linia Black Bay od dawna dzieli te same inspiracje. Prawdą jest, że dopiero BB58 zbliżył się wymiarami do pierwowzoru, jednocześnie odnoszę wrażenie, że Tudor chciał po prostu dorobić jakąś zgrabną historię, która uzasadniałaby wprowadzenie równie zgrabnego rozmiaru.

Pierwszy Black Bay Heritage pojawił się w 2012 roku. Miał średnicę 41mm (bez koronki) i bazował na werku ETA 2824-2 w wersji Top. Już wtedy był to strzał w dziesiątkę, bowiem rzesza miłośników zegarków dostała do ręki coś, co czerpało pełnymi garściami z dziedzictwa marki (które współdzieli z Rolexem), jednocześnie cena nie była zbyt wygórowana jak na produkt luksusowy – przynajmniej dla większości odbiorców (część narzekała, że w tej kwocie ETA to nieporozumienie).

 

Stosunkowo szybko okazało się, że Tudor nie zamierza na tym poprzestawać. Na targach Baselworld 2016 premierę miał Black Bay ref. 79230 na manufakturowym werku , co zamknęło usta dotychczasowym sceptykom –znów, przynajmniej większości z nich. Za wadę tym razem wymieniano zmianę logo na tarczy (zastąpienie róży “tarczą” Tudora). Pojawiły się też głosy, że zegarek stał się za gruby . Montaż nowego werku  wymagał pogrubienia koperty od strony dekla, przez co wraz z wypukłym szkłem miał teraz 14,9mm grubości.

 

Jak dla mnie każda wersja Black Bay Heritage była i nadal jest godna uwagi. Główną wadą były jednak rzeczywiste proporcje zegarka. Na papierze wymiary Black Bay Heritage 79230 to 41mm średnicy bez koronki, 14,9mm grubości i 50mm wysokości  – niby jeszcze w granicach wytrzymałości mojego nadgarstka. Niestety pierwsza przymiarka rozwiała wszelkie wątpliwości. Przy masywnym bloku koperty, wysokich polerowanych bokach i długich uszach, w połączeniu z bransoletą o szerokości 22mm, zegarek ten po prostu nie był stworzony dla mnie. Pozostawało cieszyć się szczęściem innych kolegów z forum i podziwiać piękne zdjęcia (bowiem zegarek jest bardzo fotogeniczny).

 

Na szczęście przyszedł rok 2018 i kolejne targi w Basel. Fifty-Eight pojawił się dosłownie znikąd i to w proporcjach tak idealnych, że aż niewiarygodnych. Chodzi głównie o to, że chyba nikt nie spodziewał się, by Tudor wypuścił coś, co mogłoby konkurować bezpośrednio z Rolexem Submarinerem. O ile starsze Black Bay były większe i bardziej “klockowate” nawet od optycznie powiększonego ceramicznego Submarinera, o tyle Black Bay Fifty-Eight wszedł na dwór Króla bez pytania, czy zapowiedzi.

 

Myślę, że stało się to możliwe dzięki Rolexowi, który poszedł ze swoim Submarinerem w stronę nowszych technologii, stosując pogrubioną kopertę Supercase, ceramiczny bezel  i glidelock. Tymczasem desing Black Bay Fifty-Egiht odwołuje się do przeszłości, do starszych referencji z aluminiowym bezelem, szczuplejszą kopertą bez osłon koronki i nitowaną bransoletą. Te oferty się ze sobą nie gryzą lecz uzupełniają. Nawet rozważając propozycję Tudora osobno, wypuszczenie zarówno wersji 41mm jak i 39mm to bardzo sprytne zagranie. Uważam, że Omega powinna zrobić dokładnie to samo ze swoim Seamasterem, tym bardziej że ostatnio dodatkowo go powiększyła.

 

Wymiary

Zmniejszone wymiary to główna karta przetargowa modelu Fifty-Eight. Zegarek mierzy 39mm średnicy (bez koronki), 11,9mm grubości i 47mm wysokości i choć wydawałoby się, że to niewielkie zmiany w porównaniu do wcześniejszych wersji, różnica na nadgarstku jest niezaprzeczalna. Black Bay Fifty-Eight  w moim odczuciu naprawdę przypomina starsze referencje Submarinerów. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że nosi się jeszcze wygodniej. W odróżnieniu od “Subów” posiada płaski dekiel, a jego uszy delikatnie zakrzywiają się poniżej jego poziomu, przez co zegarek zdaje się obejmować nadgarstek i leży na nim jak przyklejony. W niektórych recenzjach można wręcz przeczytać, że po założeniu zapomina się, że ma się go na ręku. Sam nie potwierdzam, nie zaprzeczam – pragnę jedynie zauważyć, że mimo wszystko zegarek na bransolecie swoje waży (po zdjęciu trzech ogniw 133g), co daje wrażenie solidnego wykonania.

 

 

Tarcza, wskazówki,  luma

Tarcza w Black Bay to tzw. “matte black gilt dial”. Zarówno nadruk jak i obwódki wokół indeksów są złote, do pary z kompletem wskazówek w tym samym kolorze. Tarcza w recenzowanym egzemplarzu została wykonana bezbłędnie. Nawet na dużym powiększeniu nie zauważyłem wad nadruku, czy też zanieczyszczeń pod szkłem lub przy indeksach. Jakość nadruku jest na najwyższym poziomie. Jest lekko wzniesiony, ostry i bardzo czytelny z odległości odczytywania godziny.

 

Wskazówki to typowy już dla Tudora komplet “snowflake” (z ang. płatek śniegu)  o idealnych proporcjach względem tarczy. Każda wskazówka sięga tam gdzie powinna. Godzinowa prawie dotyka indeksów, a minutowa i sekundowa niemalże dosięga złotej obręczy podziałki sekundowej.  Z jednej strony chciałbym ujrzeć tu roleksowe wskazówki typu “Mercedes” jak w oryginalnym Tudorze z roku 1958, z drugiej strony rozumiem strategię firmy. Tudor chce zaznaczyć  własną tożsamość i kreować charakterystyczny dla siebie styl, dlatego pewnie już nigdy nie ujrzymy “Mercedesa” na ich zegarkach.

 

Co się zaś tyczy lumy, w recenzowanym egzemplarzu została nałożona bezbłędnie, zarówno na indeksach, jak i na wskazówkach. Naświetla się szybko i świeci na poziomie adekwatnym dla zegarka tej klasy (nie to co w gorszej klasy Seiko – tam świeci mocniej). Choć spotkałem się z opiniami, że indeksy są trochę za duże względem kompozycji tarczy, osobiście uważam, że ich rozmiar poprawia czytelność, zarówno w ciągu dnia jak i przy słabym oświetleniu.

 

 

Bezel

Kolejną cechą wyróżniającą BB58 od pozostałych modeli z rodziny jest kolor podziałki minutowej na bezelu – w BB58 jest złoty, przez co zgrywa się z resztą kompozycji kolorystycznej. Tak jak w większej wersji mamy do czynienia z bezelem na 60 klików. Przy takiej konstrukcji ktoś oczekiwałby większego luzu pomiędzy przeskokami i ogólnie gorszego odbioru przy obracaniu. Tymczasem Tudor wykonał tu świetną robotę. Bezel obraca się jak pokrętło w sejfie, towarzyszy temu przyjemny dźwięk. W recenzowanym egzemplarzu bezel idealnie centruje, co tym łatwiej stwierdzić dzięki stylowemu czerwonemu trójkątowi na godzinie 12tej, który nawiązuje do historycznych modeli Submarinera. Myśle, że tylko kwestią czasu jest, aż Tudor powiększy ofertę o wersje czerwoną i niebieską. Przy odrobinie szczęścia kiedyś ujrzymy też dwukolorowy bezel – mam na myśli prawdopodobieństwo pojawienia się wersji GMT w kopercie 39mm (to dopiero byłby hit).

 

Koperta

Choć na pierwszy rzut oka przypomina Oystercase, nie jest to klon jeden do jeden koperty starszych referencji Submarinera, tylko wariacja na temat. Boki są idealnie płaskie, polerowane na wysoki połysk. Uszy szerokie, ale wykończone piękną fazką na rancie, która optycznie je trochę wyszczupla. Od strony koronki brakuje osłon, które spotykane są w nowoczesnych diverach. Pozbycie się ich jest świadomym zabiegiem, mającym na celu upodobnić zegarek do starszych wersji (kosztem bezpieczeństwa koronki – a ta jest duża i jest co urwać będąc nieostrożnym). Do pełni szczęścia brakuje mi tu tylko nawiercanych uszu, co myślę dodałoby zegarkowi dodatkowego “sznytu”, pomijając przydatność z punktu użytkowego. Charakterystyczny “kominek”, który dotychczas był barwiony, w Fifty-Eight jest stalowy i nieco krótszy (co zmniejsza ryzyko wbijania się koronki w nadgarstek). Dekiel pełny, w stylu Rolexa. Oprócz klasycznego ząbkowanego rantu, Tudor pokusił się o dodatkowe oznaczenia “Calibre Manufacture” i “Tudor Geneve”. Spód BB58 jest w całości satynowany, dzięki czemu zegarek nabiera trochę narzędziowego charakteru.

 

Tak jak napisał mi jeden z posiadaczy BB58, ten zegarek to prawdziwy magnes na rysy. Nosząc go przez ledwie parę dni zdążyłem naznaczyć go kilkoma mikroryskami (które pewnie tylko moje oko jest w stanie wychwycić) i domyślam się, że bardzo szybko zacznie przypominać prawdziwy toolwatch, nad którym nikt się nie użalał, tylko normalnie użytkował – nawet gdy nijak będzie się to miało do prawdy.

 

Mechanizm

Przez większą część swojego istnienia Tudor odróżniał się od Rolexa zastosowaniem werków od zewnętrznych wykonawców, co skutecznie obniżało koszt jego produkcji i jednocześnie zmniejszało postrzegany prestiż marki. Teraz jesteśmy świadkami znaczącej zmiany. Tudor całkiem niedawno wypuścił własny pełnoprawny manufakturowy werk o oznaczeniu MT5602, certyfikowany przez COSC i chwalący się rezerwą chodu na poziomie ~70 godzin. To prawdziwy milowy krok dla marki, który dziś dodatkowo wzmocniło pojawienie się mniejszego werku o oznaczeniu MT5402 montowanego w Black Bay Fifty-Eight. Mechanizmy te przywodzą na myśl serca bijące w zegarkach Rolexa. Są solidnie wykonane i wytrzymałe na użytkowanie w wymagających warunkach. Innymi słowy to nowoczesne woły robocze, których zadaniem jest zapewnienie bezproblemowej pracy przez wiele lat, a nie cieszenie oka pięknymi zdobieniami (co przy pełnym deklu i tak jest niemożliwe).

 

W trakcie użytkowania nowy werk Tudora zachowuje wysoką kulturę pracy. Żeby usłyszeć ruch rotora należy nadstawić ucha i mocno potrząsnąć zegarkiem. Ręczne nakręcanie idzie wyjątkowo gładko, czemu towarzysz przyjemny dźwięk. Napis CHRONOMETER na tarczy również zobowiązuje. W recenzowanym egzemplarzu odchyłka konsekwentnie mieści się w granicach +2 sekund na dobę.

 

 

Bransoleta

Bransoleta w BB58 to najbardziej fałszywy element tego zegarka. Widoczne po bokach nity nie spełniają żadnej funkcji poza dekoracyjną. W prawdziwej bransolecie typu riveted ogniwa są rozciągliwe. Jest to ich główna zaleta jak i wada, bowiem wszystko co rozciągliwe kiedyś rozciągnie się za bardzo. Tutaj mamy do czynienia ze zwykłą atrapą, która jednym się spodoba, innym nie. Dla niezdecydowanych dodam, że owe nity na żywo wcale nie rzucają się w oczy, a przyuważone jedynie dodają zegarkowi uroku vintage. Dla zwiększenia wygody noszenia, bransoleta zwęża się z 20mm przy uszach, do 16mm (ogniwo) / 18mm (zapięcie). Od kilku osób usłyszałem opinie, że ów drastyczny schodkowy styl zwężania się jest brzydszy niż u większego brata. Osobiście nic takiego nie zauważam. 

 

Zapięcie w BB58 w niczym nie przypomina starych blaszanek z przeszłości. To solidny kawałek kutego metalu, z kulkami ceramicznymi przy zatrzasku i trzema dziurkami mikroregulacji, które powinny wystarczyć do odpowiedniego dopasowania bransolety do nadgarstka. Jako posiadacz szczupłego nadgarstka dodam, że po zdjęciu trzech ogniw i wyregulowaniu bransolety pod obwód 17cm nie spotkałem się też z typowym problemem przeciskania dłoni przez stalową obręcz, by założyć zegarek na rękę. Wewnętrzny motylek po otwarciu jest wystarczająco długi, by zakładanie zegarka nie wiązało się z uprzednim smarowaniem dłoni olejem. Jedyna wada zapięcia którą zauważam, to jego kształt. Ma przypominać tarczę Tudora, dlatego jego dolna część (szpic) rysuje ogniwo bransolety, które wchodzi w zapięcie. O ile ogniwo to zawsze znajdować się będzie w tym samym miejscu – mówi się trudno. Gorzej jak ktoś przesunie regulację na zapięciu, wtedy szrama powędruje dalej.

 

Bransoleta skrywa jeszcze jeden sekret, który niestety nie przynosi jej uroku. Ostrzegam! Jeżeli to przeczytasz, to już o tym nie zapomnisz. A jak zobaczysz na własne oczy, to nie odzobaczysz.

 

Zostałeś ostrzeżony , tak więc… bransoleta w Black Bay Fifty-Eight jest minimalnie w innym odcieniu niż koperta zegarka. Do teraz nie wiem dokładnie co za to odpowiada, czy użyty metal (inny w kopercie, inny w bransolecie), czy może inna technologia obróbki, rodzaj wykończenia? Wada ta pozostaje niezauważona przez większość recenzentów i użytkowników. Na żywo odcień różni się dosłownie minimalnie (w zależności od oświetlenia) i to pewnie powód dla którego nie każdy dostrzega różnicę. Ona jednak istnieje i jest tym bardziej widoczna, gdy ktoś uświadomi Cię o jej istnieniu.

 

Choć fałszywe nity i subtelna różnica w odcieniu mogą zniechęcać do bransolety, osobiście polecam zakup BB58 właśnie w takiej opcji. Moim zdaniem każdy klasyczny diver powinien posiadać w komplecie stalową bandę, którą zawsze można później zastąpić paskiem NATO lub skórą w stylu vintage.

 

Inne opcje paskowe

Dzięki uniwersalnemu rozstawowi uszu (20mm) zegarek ten jest wyjątkowo “paskolubny”. Zmniejszone proporcje sprawiają, że nie ma tak rażąco dużej przerwy między mocowaniem, a kopertą co u większego brata.

 

W zależności od wybranej opcji, BB58 można nabyć na bransolecie, pasku typu nato lub na pasku skórzanym. Recenzowany egzemplarz to wersja na bransolecie i pozostałe opcje przetestowałem samemu, dodając do miksu jeszcze paski typu perlon widoczne w galerii pod recenzją. Choć na umiejętnie dobranym pasku skórzanym/nato zegarek wyglądał obłędnie (zarówno na żywo jak i na zdjęciach), a na paskach typu perlon nosił się najwygodniej (przez lekkość tego połączenia) to jednak osobiście preferuję noszenie go na stali.

 

 

Całokształt

Black Bay Fifty-Eight to zegarek bliski ideałowi divera. Mamy tu do czynienia z bardzo dobrą mieszanką odpowiedniego rozmiaru, kultowego designu i obróbki na bardzo wysokim poziomie (adekwatnym do ceny). Tudor doskonale zrównoważył podobieństwa do starych referencji Submarinera, przy jednoczesnym zastosowaniu nowej technologii i implementacji własnych cech rozpoznawczych. Choć z daleka zegarek przypomina Rolexa, przy bliższych oględzinach na wierzch wychodzą smaczki typowe dla nowego oblicza Tudora. Wbrew pozorom to, że jednak nie mamy tu do czynienia z “koroną”, a z “tarczą”, w tym przypadku nie przynosi rozczarowania.

 

Black Bay Fifty-Eight to efekt zderzenia się dwóch wiodących trendów w przemyśle zegarkowym: tworzenia reedycji i zegarków w stylu vintage oraz powrotu do mniejszych rozmiarów. Jednocześnie wypuszczenie “BB58” jest nie tylko krokiem we właściwym kierunku, ale i kolejnym stopniem w ewolucji Tudora jako marki – która od ładnych kilku lat wyrabia sobie co raz lepszą renomę wśród pasjonatów. Black Bay Fifty Eight udowadnia, że owo rosnące uznanie jest całkowicie zasłużone.

 

Podsumowanie

Tarcza – 9/10 (+ wypukła tarcza typu “gilt”, bezbłędne wykonanie, świetna jakość nadruku | – brak) .

Luma – 8/10 (+ dokładnie nałożona, nie traci szybko intensywności świecenia i „trzyma” stosunkowo długo | – brak)

Koperta – 8/10 (+ idealne proporcje, solidne wykonanie całości, historyczny design, piękne fazki na uszach | – brak nawiercanych uszu, niezwykle łatwo łapie rysy)

Bransoleta – 7/10 (+ pełne skręcane ogniwa, stylizowana na vintage, solidne kute zapięcie z ceramicznymi łożyskami, zwężenie z 20mm na 16mm sprzyjające wygodzie noszenia | – różnica w kolorze z kopertą, nity to atrapa, zapięcie rysuje ogniwo, standardowy sposób mikroregulacji z zaledwie trzema dziurkami )

Mechanizm – 8/10 (+ kultura pracy, praktycznie bezdźwięczny rotor, certyfikat chronometru,  70 godzin rezerwy! | – wybitnie ascetyczny brak zdobień, nowy werk, który nie został jeszcze “sprawdzony w boju”)

Smaczki – 6/10 (wypukłe szafirowe szkło, czerwony trójkąt na bezelu, subtelna praca bezela, wygodna w użytkowaniu koronka z ładnym logo, brak osłon koronki tzw. “crownguardów”)

Średnia za całokształt – 7,7/10

 

 

Autor: Wadim Zalewski

Udostępnij


1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
jasienieznam Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
jasienieznam
Gość
jasienieznam

Wszędzie te wachniki,. Ani to ladne, ani praktyczne, a do tego wpływa na zużycie mechanizmu. Ktoś wszystkim wmówił, że przekręcenie koronki to wielki wysiłek i strata czasu.