Recenzja Hamilton Jazzmaster Regulator Automatic

Recenzja Hamilton Jazzmaster Regulator Automatic

W tej recenzji pragnę zaprezentować ciekawy, niezbyt popularny w naszym kraju model Hamiltona w rzadko obecnie używanym układzie tarczy typu regulator. Układ taki charakteryzuje się ułożeniem wskazówek sekund, minut i godzin na osobnych subtarczach. Historia tego zamysłu sięga połowy XVIII wieku, gdzie zegarki typu regulator były używane przez zegarmistrzów jako zegary odniesienia, wg których ustawiano inne czasomierze. Nie będę się tutaj zagłębiał mocniej w tym temacie, jednak zachęcam do zapoznania się z publikacjami na temat regulatorów, dostępnymi chociażby w internecie. Warto jednak nadmienić, że zegarki tego typu produkowały tak zacne manufaktury jak Patek Philippe czy Glashutte.

Koperta

Koperta prezentowanego Hamiltona ma rozmiar 42mm bez koronki, co przy cienkiej ramce bezela sprawia, że jest on optycznie dosyć spory. I choć jestem zwolennikiem zegarków o średnicy max 40-41mm, to w przypadku układu regulatora rozmiar ten uznaję za uzasadniony. Po prostu mniejsze tarcze: godzinowa i sekundowa mogłyby być na mniejszej tarczy nieczytelne. Dodatkowo, silnie zagięte ku dołowi uszy sprawiają, że zegarek układa się na nadgarstku bardzo dobrze.

 

Skoro już jesteśmy przy uszach, zostały one ciekawie zaprojektowane. Stanowią bowiem osobne bryły, wyodrębnione z kształtu głównej koperty. Żeby jeszcze dodatkowo podkreślić ten fakt, różni się ich wykończenie – są niemal całkowicie szczotkowane (poza polerowaną krawędzią), podczas gdy boki koperty są polerowane. Razem stanowi to efekt przyciągający oko do koperty, która swoją drogą została wykonana z bardzo dużą starannością zarówno jeżeli chodzi o dokładność wykonania, jakość szlifów czy kierunki szczotkowania.

 

 

Bransoleta

Zegarek jest oferowany zarówno w wersjach na pasku jak i na bransolecie. Ja z zasady – gdy jest taki wybór – decyduję się na bransoletę, gdyż przeważnie łatwiej (i na ogół taniej) dokupić pasek niż bransoletę. Dodatkowo, moje wcześniejsze kontakty z zegarkami Hamiltona wskazywały, że ich bransolety są na stosunkowo wysokim poziomie. Nie inaczej jest w przypadku Jazzmaster Regulator. Każdy element bransolety stanowi osobną część, szczotkowaną od góry i polerowaną na krawędziach. Dodatkowo, dwa środkowe rzędy ogniw są “podniesione”, co stanowi ciekawy efekt 3D. Cieszy również dobre spasowanie z uszami, sygnowane zapięcie czy perełkowanie na zapięciu. Łączenie ogniw zrealizowano za pomocą pinów i tulei, jednak nie uznaję tego za wadę, szczególnie że nie mamy do czynienia z zegarkiem sportowym. Największym potencjalnym minusem jest dokładne dopasowanie bransolety do obwodu nadgarstka. Poprzez zastosowanie zapięcia motylkowego brakuje jakiejkolwiek dokładnej regulacji, a nie zawsze udaje się dopasować długość samymi ogniwami. Należy to mieć na uwadze podczas ewentualnego zakupu.

 

 

Tarcza

Dochodzimy do sedna, czyli tarczy, która stanowi najciekawszy element tegoż zegarka. Zegarki typu regulator zawsze przyciągały moją ciekawość, jednak niewiele z nich mi się podobało, z powodu często wybieranego w ich przypadku stylu “barokowego”, rzymskich indeksów, skomplikowanych wzorów wskazówek itd. Hamilton na szczęście nie poszedł tą drogą, proponując regulatora w stosunkowo nowoczesnym, minimalistycznym stylu.

 

Nie oznacza to bynajmniej, że tarcza jest nudna. Różnorodność uzyskano poprzez różne wykończenia poszczególnych subtarcz. Główna – minutowa jest matowa. Subtarcza godzinowa, umieszczona w okolicy godziny 10 posiada szlif słoneczny, natomiast sekundowa – w okolicy godziny 5 – posiada centryczne żłobienia. Ponadto, tarczy godzinowej dodano “wagi” poprzez piękne, współgrające ze wskazówkami nakładane indeksy. Wbrew pozorom, przez większą cześć dnia spoglądam tylko na tą subtarczę i to pozwala mi już z zadowalającą dokładnością ocenić aktualną godzinę. Również tarcza minutowa ma nakładane indeksy w kształcie arabskich cyfr, które przywołują na myśl IWC Portugese. Wszystko to razem wspaniale łapie światło i mieni się, jednocześnie nie tworząc wrażenia przeładowania. Dobra robota! Jazzmaster Regulator jest proponowany w trzech różnych wykończeniach tarczy – jasnej (biało-srebrna) ze złotymi indeksami, jasnej z czarnymi indeksami oraz prezentowanej tutaj (moim zdaniem najciekawszej) grafitowo-niebieskiej.

 

Mechanizm

Tutaj również jest ciekawie. Za ten nietypowy układ tarcz (większość regulatorów, jakie widziałem, miały wszystkie subtarcze w jednej osi) odpowiada mechanizm H12, produkowany przez ETA na wyłączność dla Hamiltona. Nie jest to może in-house pełną gębą, ale mimo wszystko stanowi jakąś wartość dodaną. Sam mechanizm ma dosyć standardowe parametry użytkowe, porównywalne z popularną ETA2824. Rezerwa chodu wynosi 40h, a sam mechanizm możemy oglądać przez przeszklony dekiel, trudno tam jednak doszukiwać się cudów – raczej standard, z niebieskimi śrubkami i zdobionym rotorem.

 

 

Opcje paskowe

Mimo, że jestem zwolennikiem bransolet, nie byłbym sobą, gdybym nie popróbował różnych połączeń z paskami. O dziwo, model ten chętnie współgra zarówno z paskami eleganckimi, jak i lekko sportowymi. Kilka propozycji do obejrzenia poniżej. Uszy posiadają standardowy rozmiar 22mm.

 

 

Podsumowanie

Ten model Hamiltona uważam za wyjątkowo udany i skutecznie wyróżniający się w zalewie podobnych do siebie zegarków. Spójny i ciekawy design, unikatowy mechanizm i ogólna wysoka jakość wykonania za stosunkowo przystępną cenę powinny zachęcić potencjalnych nabywców. Czy jest coś co mi się nie podoba lub chciałbym zmienić? Cóż, mimo że nie jestem zwolennikiem datowników w zegarkach, tutaj aż prosi się o duże okno daty w wolnym polu w okolicach godziny 2. Dopełniłoby to pięknie tarczę. Mimo to, szczerze polecam ten model!

 

Autor: Michał Woźniak

Udostępnij


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o